poniedziałek, 12 września 2011

17:37, klingon1988
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 lipca 2011

The EventMuszę przyznać, że wraz z tym sezonem wiele seriali które, moim zdaniem, zapowiadały się świetnie lub chociaż dobrze, zostało przerwanych. Kilka seriali zostało przeze mnie odkrytych dopiero teraz, jak również pojawiły się nowe rzeczy, które mnie wciągnęły. Rozpocznę od czegoś co łączy ostatnią kategorie i (niestety) pierwszą. W następnych notkach będę kontynuował ten wpis.

Bardzo żałuje The Event, chociaż podobno stacja Syfy ma ochotę na kontynuowanie tej serii:). Serial moim zdaniem ma świetne zakończenie oraz, o dziwo(!), bardzo ciekawie i odważnie napisane postaci (w serialach z USA ostatnio nieczęsto spotykana sytuacja).

Początki są ciężkie, muszę to przyznać i to właśnie z powodu postaci, wiele wątków i brak charyzmatycznego i charakterystycznego głównego bohatera utrudnia zagłębienie się w historię. To co na początku jest zmorą, ( ja też miałem moment zwątpienie i przerwę w  oglądaniu) ostatecznie okazuje się największym plusem serialu. W pewnym momencie widzimy, że te postacie są po prostu prawdziwe, nie wyidealizowane i potrafiące wszystko co możliwe, kiedy trzeba pewne siebie, kiedy indziej skromne i zamknięte, wszystko wiedzące i rozumiejące. Każdy ma swoje plusy i minusy, ale żeby je poznać trzeba czasu (odcinków).

Fabuła serialu również jest niczego sobie, mówiło się, że The Event ma być następcą Lost, spodziewałem się bardzo skomplikowanej fabuły, niezliczoną ilością, niewyjaśnionych zagadek(uwielbiam to!). Twórcy  poszli jednak inną drogą, fabuła jest bardzo bogata, pełna nasuwających się pytań, jednak nie to jest w niej najważniejsze. Główny wątek jest dosyć prosty i oklepany - przywódca innej rasy - Sophia (Laura Innes) - w końcu wychodzi z ludzkiego więzienia, zaczyna się mścić i dążyć do swego celu - sprowadzenie współbraci i przejęcia Ziemi. Jednocześnie drugi główny bohater - Sean Walker (Jason Ritter) - stara się odzyskać swoją ukochaną - Leilę (Sarah Roemer), co oczywiście wiąże się z powstrzymaniem inwazji kosmitów na Ziemie.

 

Musicie przyznać, że dość proste. Tym bardziej dlatego zakończenie tak bardzo mnie uwiodło :)



Tagi: seriale
21:38, klingon1988
Link Komentarze (1) »

Mam nadzieję, że klimat wakacyjny będzie sprzyjał mojej twórczości...

21:16, klingon1988
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 listopada 2010

Witam Serdecznie wszystkich moich czytelników. Na początku winny jestem Wam wszystkim krótkie wyjaśnienia nt. wyglądu blogu oraz wpisów, które będą się w nim znajdowały.
Szablon bloga jest zainportowany, bardzo mi się podobający i pasujący mi klimatem, ale jednak nie mój, dlatego będę się starał w najbliższym czasie wprowadzić nowy, już własny szablon - utrzymany zapewne w podobnym klimacie (chociaż ze mna to nigdy nie wiadomo, czy mi coś nie odbije i nie zrobię np.: różowego:P).
Jeżeli chodzi o treść bloga, to będą to głównie wpisy o tematyce kulturalnej i sportowej, ale nie wykluczam, że również pojawią sie inne tematy (humanistą trzeba byc!). Wpisy będą różnorodne, ponieważ pewną cześcią będą teksty pisane przeze mnie do gazety studenckiej (a więc będą ogólne i raczej dla laików w tych kwestiach), będą one opatrzone tagiem PWSZ.
Planuję również stworzyć kategorie z "piosenką tygodnia" oraz "filmem miesiąca". Będą to stałe wpisy, motywujące mnie do częstego uzupełniania mojego bloga.

P.S. Przepraszam za błedy ortograficzne, które mogą się pojawiać - to zdecydowanie moja pięta achillesowa:)

20:14, klingon1988
Link Komentarze (3) »
wtorek, 16 listopada 2010

„Jeden z najlepszych gitarowych koncertów ostatnich lat w Oświęcimiu”, „było super”,  „no pogo było dobre” – to komentarze pojawiające sie na facebooku po oświęcimskich Juwenaliach 2010. Ale zacznijmy od początku...

Sobota, 15 maja godzina 9.00, pochmurny, zimny dzień, w każdej chwili może zacząc padać deszcz. Na parkingu pod Oświęcimskim Centrum Kultury zbierają się organizatorzy tego rocznych juwenaliów – grupa około 15 młodych osób, głównie studentów PWSZ w Oświęcimiu. Chwila na rozmowy, wspominania pierwszego dnia imprezy, wzajemnego przekonywania się, że pogoda „wytrzyma” do 22, i czas zacząć pracę: barierki, ogrodzenie, namioty, nagłośnienie, światła, znaki drogowe i wiele innych rzeczy musi się w ciągu najbliższych kilku godzin znaleźć na przewidzianych dla nich miejscach. Nie było łatwo ale się udało, godzina 16, wszystko zapięte na ostatni guzik, startujemy...

Pierwszy na scenę wychodzi lokalny zespół grający muzyke reggae: Kings of Unity. Pomimo dobrego i bardzo skoczno – bujanego koncertu, ludzie nie dopisali, jedymi bawiącymi się pod sceną była grupa dzieci z balonami, co jednak nie zdeprymowało młodego zespłu rodem z Chełmka.  Pogoda nadal dobra.

Po koncercie nastąpiła część oficjalna,  Studenci odebrali z rąk władz Miasta Oświęcim klucz do bram miasta, symbolizujący przejecie kontroli nad Oświęcimiem przez żaków z PWSZ. Po tej krótkiej przerwie od koncertów na scenie pojawiła się „Krzywa Alternatywa” – bardzo dobrze znana i lubiana Oświęcimskiej publiczości. Pod sceną od razu zrobił się ruch, momentami było nawet tłoczno. Po długim i bardzo elektryzującym koncercie nastąpiła krótka przerwa, na scenie odbywał się konkurs na „najlepszy okrzyk juwenaliowy” a większość z publiczość poszła na parking OCK zaspokoić swoje pragnienie.
Pogoda nadal dobra.

Godzina 19, na scenie pojawia się kolejna z zaproszonych gwiazd, zespół RAGGAFAYA. Chłopaki zacznynają dobrze znanymi regowymi dzwiękami. Początkowo pod sceną znajdują się pojedyńcze osoby, ale z każdą minutą ich przybywa. Nie sposób było się oprzeć muzyce granej przez ten koszaliński zespół. Ogromne pokłady pozywywnej energi, dobry kontakt z publiczością oraz szybkie, skoczne piosenki – tym zaczarowali oświęcimską widownie.
Pogoda nadal dobra.

Z każdą minutą było czuć zbliżający się kulminacyjny moment imprezy. Schodzący się ludzie pod scene, co raz głośniejsze nawoływanie zespołu, atosfera oczekiwania i napięcia wrazstała, aż w końcu o godzinie 20.30 pojawili się na scenie: FARBEN LEHER. Przywitani piskiem nastoletnich fanek i oklaskami około 1000 fanów rozpoczęli show. Zagrali swoje największe i powszechnie znane hity, publiczność wyśpiewywała z wokalistą nie tylko refreny piosenek ale i cały ich tekst.  Pod względem muzycznym było bardzo dobrze, ale jeżeli chodzi odbiór koncertu od strony fana – całkowita rewelacja! Niezpomniany, wspaniały, originalny i niepowtarzalny koncert.

„Jeszcze jeden, jeszcze jeden” skandowała publiczość gdy „Farbeni” zeszli ze sceny.  Wtedy pojawił się Wojciech Wojda – wokalista – „tylko jeden, może wolicie 3?” i było trzy, a później jeszcze trzy i jeszcze jeden. W którymś momencie podczas bis’ów zaczął padać deszcz, ale nikt się tym nie przejmował, wiekszość fanów przyjęła to z radością, jako orzeźwienie po ponad 2h koncercie ich ulubionego zespołu.

sobota, 13 listopada 2010

Wesołe życie Thomasa Covenanta, pisarza na progu wielkiej kariery, szczęśliwego męża i ojca, kończy się w momencie gdy lekarze wydająwy wyrok – Trąd. Thomas staje się wyżutkiem, żona wraz z dziekiem odchodzą od niego, a on sam uczy się radzić sobie z chorobą paraliżującą wykonywanie wielu codziennych czyności. Lekrze są bezlitośni, pisarz żyjący ze swojej wyobraźni, musi się wyzbyć marzeń i skoncetrować się na tym co realne. Thomas Covenant, bliski śmierci po potrąceniu przez samochód, przenosi się do świata fantasy – Krainy –  którą zgodnie z zaleceniami lekarzy odrzuca i neguje jej istnienie, mając ją za ucieczkę jego rozumu od choroby i cierpienia.

W ten sposób autor tworzy głównego bohatera swojej 6 tomowej sagi(kolejne 3 tomy aktualnie pisze). Donaldson  już w 1977 napisał postać antybohatera, która idalnie wpisuje się w współczesne trendy(dr „House”, „Dexter”): zgryźliwego, egoistycznego, dokonującego złych wyborów i sprawiającego cierpienie wszystkim którzy są mu bliscy, ale jednocześnie będącego jedyną nadzieją i szansą na przetrwanie.

Powieść Donaldsona to książka niełatwa w odbiorze i niejednoznaczna w interpretacji. Tę pozycję, jedną z najciekawszych w fantasy, polecam - zdecydowanie polecam - raczej czytelnikom dojrzałym, nawykłym do szukania w książkach czegoś więcej niż szybka akcja.

Kroniki Thomasa Covenanta Niedowiarka są idealnym przykładem, że literatura fantasy NIE jest prosta i pozbawiona głębokiej treści, czy też podłoża psychologicznego bohaterów, literaturą pisaną dla dzieci i młodzierzy.

Pablopavo,  członek zespołu i jeden z wokalistów Vavamuffin wraz z Ludzikami wydał w 2009 r. Debiutancki album „Telephon”. Płyta składa się z 17 piosenek, pierwszym singlem była tytułowa piosenka. Był to jak świetny wybór. Ciekawy tekst, przywołujący skojarzenia z Kazikiem Staszewskim, budujący wyidealizowany świat w którym: „Darek Dziekanowski zrobił kariere w Realu Madryt” oraz „chodź to brzmi już troche jak blef zupełnie tu niema radia RMF”. Jednak, co najważniejsze: do dobrych, inteligentnych i ciekawych tekstów autorstwa Pablopavo, Ludziki (djZero i Emiliano Jones) dołożyli świetną muzyke. Nowoczesną mieszankę, przede wszystim, czarnych rytmów z dominacją hip- hiopu i mocnymi wpływami, co oczywiście zrozumiałe, reggae.

Wokalista nawiązujące do przedowjennych piosenek miejskich opisujących miasto po zmorku, kiedy prawie nikt nie patrzy. Pablopavo ma również rzadki dar tworzenia, w swoich tekstach, żywych postaci. Po jednym przesłuchaniu płyty wydaje nam się że  znamy dobrze: „Jurka Mecha”, Janka z “Warszawy Wschodniej”, piosenki najsmutniejszej z  “Telehonu”, czy “Dziewczyne z Fartem”.

Mówiąc o tekstach należy koniecznie wspomnieć o piosence „Się mi to nie podoba”. Cały tekst praktycznie składa się z neologizmów, których nie powstydzili by się Tuwim czy Leśmian.

Płyta jest chołdem dla Warszawy, zarówno tej teraźniejszej jak i tej która już minęła. Autor wykazuję się świetną znajomość realiów, historii i obyczajów panujących w swoim mieście, które nie raz na tej płycie zostają poddane krytyce.

Bałem się tego krążka, zawsze lubiłem Pablopavo, był moim ulubionym członkiem Vavamuffin, jednak często solowe projekty członków zespołów są kontynuacją tego co robi się z macierzystą kapelą. Pablopavo na szczęcie było stać na zerwanie z tym co znane i wypróbowanie, poszedł w inną strone, co trzeba przyznać, wyszło mu genialnie. Moim zdaniem „Telephon” jest płytą o klase lepszą niż cały dorobek kultowego już Vavamuffin.

Polecam!

Kiedy w roku 1993 stacja FOX wyemitowała pierwszy odcinek serialu
„Z Archiwum X”, nikt nie spodziewał się, że to początek rewolucji w świecie kinematografii. „X–Files”, jako pierwszy serial telewizyjny oscylujący na granicy fantasy i rzeczywistośći, osiągnął ogromny sukces zarówno w komercyjny jak i w sferze światopoglądowej. Któż z nas nie słyszał i nie nucił słynnego motywu muzycznego ‘X-files” – jednego z najpopularniejszych dzwonków telefonicznych w czasie królowania polifonii. Któż nie powtarzał cytatów z Muldera i Scully?

David Duchovn oraz Gillian Anderson grający główne role osiągnęli wielkie sukcesy zawodowe dzięki ‘Z Archiwum X”. Duchowny oraz Anderson stali się znanymi, cenionymi i nagradzanymi aktorami,

To właśnie „Z Archiwum X” zapoczątkowało wielki rozwój seriali. Ogromy sukces przygód dwójki Agentów FBI dał wiarę amerykańskim stacjom telewizyjnym, że seriale to nie tylko telenowele i opowieści historyczne, ale również można na nich zarobić mnóstwo pieniędzy. Następne lata to wybuch premier serialowych takich jak: Stargate (1997 r.), Millenium (1996 r.).

Następnym krokiem milowym dla seriali telewizyjnych była premiera LOST. Działo stacji AMC, J. J. Abramsowi oraz Damona Lindelofa było rewolucyjne pod względem ogromu środków finansowych przeznaczonych na nie. Ten rozmach i fantazja twórców okazały się zrozumiałe i efektywne. Lost stał się najlepiej oglądanym programem telewizyjnym w swoim czasie antenowym, aktorzy stali się wziętymi postaciami w świecie Hollywood, twarzami reklamowymi kosmetyków i (o dziwo) biur podróży.

Zaowocowało to wysypem nowych premier telewizyjnych wszystkich większych stacji amerykańskich. Dla przykładu: Stacja The CV – Supernatural, Showtime – Dexter, Californication ( z Davidem Duchovnym w roli głównej), FOX – House M.D., AMD – Breaking Bad, HBO – Czysta Krew.

Ten sukces serialu Lost na nowy ożywił świat telewizji. Zainwestowano w seriale widząc w nich wielkie możliwości tworzenia skomplikowanych i ciekawych postaci, wplątanych w zawiłą i interesującą fabułę. W czasie, kiedy na wielkim ekranie rządzą filmy oparte głównie na efektach specjalnych (technologia 3D) i uniwersalności przekazu, a „Avatar” staje się symbolem nowoczesnego kina, seriale telewizyjne są ucieczką, z której wielu cenionych reżyserów zaczyna korzystać.

 

23:48, klingon1988 , Seriale
Link Komentarze (1) »